Pola

Dobry wieczór, witam Państwa serdecznie, mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, u mnie tak sobie, ale bywało gorzej

Jest bardzo dużo słów, których nie lubię, które są brzydkie i odstręczające; wątpię jednak, czy istnieje słowo, które napawa mnie większą niechęcią niż słowo wątpliwość

Wątpliwości

Wątpliwości są straszne. Bo co. Bo tak. Bo żyjesz sobie względnie normalnym życiem, aż nagle jebs, dopada cię wątpliwość czy twój byt aby na pewno jest rzeczywisty, może nie, może wszystko jest jakimś chorym tworem i zarówno ty, jak i twoje buciki, dżinsy i szminka z Bourjois zgodnie nie istniejecie. Nieistnienie jest przerażające, to fakt, ale nie tak przerażające jak wątpliwość istnienia Świętej Elżbiety, Świętego Jana i wszystkich pozostałych złotowłosych cherubinków.

Nie wiem, jak tu konkretnie zacząć

Dobra

Mój dom znajduje się na końcu ulicy; można do niego dotrzeć normalną, asfaltową drogą, ale ponieważ zajmuje to względnie dużo czasu, istnieje jeszcze skrót prowadzący przez stare tory. Obok tych torów biegła (bo teraz już nie biegnie tylko stoi) wąska ścieżka, pełna pokrzyw i starych leszczyn. Kiedy miałam sześć lat, bałam się, że mnie tam porwą i zamkną w piwnicy, a ponieważ piwnice były ciemne, duszne i zatęchłe, bałam się bardziej. To był czas, w którym chyba uczono dzieci modlić. Kij z tym, że umiałam tylko jedną modlitwę, a moje koleżanki chyba z dziesięć; wątpię, czy którakolwiek z nich modliła się tak żarliwie jak ja, kiedy wracałam ścieżką pod leszczynami. Nauczyłam się na pamięć „Aniele Boży“ (bez dwóch ostatnich wersów, bo nie wiedziałam, co to żywot wieczny) i ilekroć musiałam wkroczyć na Ścieżkę Zagłady, modliłam się pod nosem do tego aniołka, z długimi blond włosami, w różowej sukieneczce, ze skrzydełkami, z aureolką.

Kiedy miałam osiem lat i przygotowywałam się do pierwszej komunii, po raz pierwszy pomyślałam sobie, że to trochę dziwne, że mój anioł stróż lata wszędzie w różowej kiecce, chociaż jest facetem. Pamiętam, że siedząc w kościele na jednej z prób, po których wracałam z bolącym od śpiewania gardłem, chciałam powiedzieć o tym mojej koleżance. Przechyliłam się więc na ławce i zapytałam jej, czy to nie śmieszne, że anioły-mężczyźni mają różowe sukienki. Koleżanka spojrzała na mnie dość pogardliwie i oznajmiła wyniośle, że anioły nie mają sukienek, tylko szaty, a w ogóle to coś mi się pomyliło, bo wszystkie szaty są białe a nie różowe, my też będziemy ubrani na biało, no co ty, ja nie mogę, nie wiedziałaś?
Jakoś tak odechciało mi się śpiewać.

(na pocieszenie dodam, że tamta dziewczynka miała najokropniejsze komunijne szpilki w szpic, nie to co ja, w pięknych kremowych balerinkach, które były za duże i musiałam do nich napchać waty, ale nic nie powiedziałam rodzicom)

Kiedy miałam dwanaście lat, pomyślałam sobie, że to naprawdę niemożliwe, żeby niebo opierało się na chmurach, bo chmury to przecież woda, więc jak to wszystkie te rzekome pałace mają opierać się na wodzie, czy to, cholera jasna, ma jakieś prawo bytu
Nie powiedziałam o tym siedzącej obok koleżance.
Jakoś tak.

Kiedy miałam lat czternaście, przyszło mi do głowy, że skoro Chrystus umarł w piątek a zmartwychwstał w niedzielę, to chyba minęły dwa dni, a nie trzy. Kiedy zapytałam o to siostry zakonnej na religii, ta tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, że taka jest tradycja.

W pierwszej klasie liceum sprawdzian z fizyki napisałam na kartce wyrwanej z zeszytu od religii, takiej niebieskiej, z błękitnym Jezusem i napisem JEZU UFAM TOBIE, bo pomyślałam sobie, że faktycznie, ufam Jezusowi bardziej niż mojej wiedzy.
Dostałam czwórkę, z tego sprawdzianu

Ale wcale mi to nie pomogło, bo potem, zasadniczo, było już tylko gorzej.

Matko Boska Jezu Chryste Panie Boże ja wiem, że nadużywam waszych imion, no ale tak wychodzi, co poradzić. Powiedzenie „O Matko“ brzmi chyba lepiej niż „O ja pierdolę“, czego zresztą też czasami nadużywam, mimo że nie powinnam.

No i co ja mogę wam powiedzieć, moi drodzy
Oprócz tego, że strasznie staram się wierzyć, a nie bardzo umiem.

Idę do kościoła, jadę na Jasną Górę, bo ja wiem, i zamiast Boga widzę maszynki do robienia pieniędzy, widzę pozłacane sufity, pozłacane podłogi, pozłacane ołtarze, pozłacane obrazy, wodę święconą do kupienia za piątaka, różaniec za piętnaście, gipsową figurkę Matki Boskiej za pięćdziesiąt. 
Wcale mi to nie pomaga.
Widzę cały ten fenomen, wszystkie te zaciśnięte powieki, nerwowe zerknięcia, zagryzione wargi, wyrazy znudzenia na twarzy, wyrazy wiary na twarzy i gigantyczne kurwice. Bardzo chcę się skupić, naprawdę, ale jakoś mi nie wychodzi, bo dzieciak przede mną kiwa się wte i wewte, i mam ochotę strzelić go w łeb, ale Matka Boska patrzy, wiec zamiast strzelenia w łeb, zagryzam wargę i spuszczam wzrok, bo wiem, że tak nie wolno.
Obok mnie jakaś pani śpiewa psalm, którego melodii nie znam, i śpiewa tak żarliwie, jak ja kiedy miałam osiem lat i myślałam, że wszyscy aniołowie mieli różowe sukienki. Zazdroszczę jej tego śpiewania, strasznie jej tego zazdroszczę, bo wiem, że ja nigdy nie będę tak umiała.

Bo nie przekonuje mnie tekst, którego nie rozumiem
Bo nie pasuje mi stwierdzenie, że Bóg jest surowy
Bo nie wydaje mi się, że Laura Vicuña zrobiła coś dobrego, oprócz tego, że umarła jako trzynastolatka
Bo nie mam pojęcia, jak rozmawiać z gipsową Maryją
Bo nie uważam, że ludzie niechodzący do Kościoła są źli 

No i co ja mogę wam powiedzieć, moi drodzy

Chcę wierzyć, a nie bardzo umiem






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Znowu przyszło mi się czuć

Bezsenności