Posty

Pola

W ciągu dnia trzy razy odczuwam, że mam przed sobą bezkres.
Pierwszy bezkres pojawia się najczęściej w okolicach godziny szóstej rano, kiedy, wciąż przepięknie zaspana obmacuję materac w poszukiwaniu telefonu i przez przypadek strącam go na podłogę, licząc, że dzwonienie budzika ustanie. Nie ustaje. Nieskończoność dnia towarzyszy nam w bardzo prozaicznych czynnościach. Kompulsywnie szczotkuję zęby, chcąc uwolnić się od wstrętnego zapachu z ust i myślę, jak to możliwe móc się z kimś całować zaraz po obudzeniu. Konsekwentnie nie spoglądam w lustro, bo wiem, że moja opuchnięta twarz przypomina marsowe pole bitwy, ze wszystkimi wypryskami, odgnieceniami od poduszki i ogólnym nieszczęściem. Jem śniadanie, najczęściej półprzytomnie, bo kto wymyślił, że płatki z mlekiem mogą być smaczne o wpół do siódmej. Przeglądam wiadomości i nawet wieść o urodzeniu bliźniąt przez Beyoncé nie wprawia mnie w stan jakiejkolwiek euforii, bo wszystko jest takie brzydkie, tak nijakie, rozgotowane w przesolonej …

Może w końcu ktoś inny niż ja

Większość wieczorów polega u mnie na odczuwaniu żalu, że sobie nie radzę. Ja się tak zastanawiam, wiecie, jak to jest, że sobie nie radzę. Albo może próbuję sobie poradzić, ale rezultat prób jest daleki od tego, który sobie kiedyś zaplanowałam. Planuję wszystko, co mogę. Ogólnikowo rzecz ujmując, mam zaplanowane życie na dziesięć lat do przodu. Kiedy znowu się wyprowadzę od wyprowadzki, ile miesięcy spędzę tu, ile miesięcy spędzę tam, kiedy postanowię obciąć włosy, kiedy kupię fotel, kiedy zrobię własne garden party, ile dzieci urodzę, ile papierosów wypalę.
Przyziemność. A ja Wam tutaj od ponad roku usiłuję wmówić, że cechuje mnie spontaniczność i momentalny zachwyt. Bzdura.
Jak się rozpaczliwie usiłuje trzymać życie w garści, to jedno spóźnienie tramwaju wywołuje lawinę katastrof. Jestem taka rozpaczliwie trzymająca i wybiegam myślami do przodu, bo nawet opóźnienia komunikacji miejskiej są przeze mnie starannie wykalkulowane. Trzy minuty. Cztery. Dzisiaj siedem, matko boska, no ale dobrze, …

Pola

Czasami tonę w morzu nienazwanych pojęć. Nie wiem, czy każdy tak ma. Być może prócz mnie ma tak nikt. Być może jestem jedyną na Ziemi sobą, która strasznie chce wypowiedzieć wszystkie najładniejsze myśli świata. Być może jestem jedyną, która tego nie potrafi. Skoro bywają różne nostalgie, muszą być ich różne przyczyny. Przez długi okres czasu uznawałam słowa za niezawodne. Pokrywałam wielkie nadzieje we wszystkich niewypowiedzianych zdaniach, a wokół mojej głowy krążyły całe stada niezachwianych wręcz pewności, że nawet jeśli ktoś czegoś nie powiedział, to przecież wkrótce ktoś inny to powie. Trochę się zawiodłam, bo ludzie z biegiem czasu stają się coraz mniej ekspresyjni. Może wstydzimy się trochę za bardzo. Ja wstydzę się trochę za bardzo.
Jestem nabrzmiała wszystkim tym, czego nie mogę wypowiedzieć.
Od kilku lat konsekwentnie pęcznieję, a większość moich emocji zalega pomiędzy organami jak nadmiar wody. Opatulona w warstwy wielorakich uczuć wyglądam jak puchata, napęczniała bańka. St…

Pola

Jestem na studiach. Na pierwszych zajęciach poproszono całą moją grupę o przedstawienie się i powiedzenie kilku słów o sobie. Jak ja się przestraszyłam. Bardzo.
Cześć, jestem Pola, dzisiaj rano prawie się spóźniłam na tramwaj, ale motorniczy zobaczył mój szalony bieg w butach na obcasach i łaskawie poczekał. Ja to w ogóle mam z tymi tramwajami, wiecie, same przygody. Ostatnio wracałam z biblioteki i nie zdążyłam złapać drążka podczas gwałtownego skrętu, przez co wylądowałam na kolanach jakiegoś chłopaka z gimnazjum. Spod mojego płaszcza zaczęło wyzierać lekkie poczucie zażenowania, ale kiedy zerknęłam na minę chłopaka, mimowolnie parsknęłam śmiechem. W gruncie rzeczy tak się wszystko u mnie toczy: śmieję się albo płaczę w nieodpowiednich momentach, a co tam u was.
Cechuje mnie zachowawczość. Większość życia polega chyba na kolekcjonowaniu historii, których można by potem użyć jako własnego kaftanu bezpieczeństwa. Jestem dość wyspecjalizowana w tego typu zabiegach i wiem, że większości l…