Posty

Wszystko/Everything

Grafika
W ciągu ostatniego roku, to znaczy od dnia moich 22 do dnia 23 urodzin, stworzyłam 64 notatki w moim telefonie - dwa z numerami kont, 10 z listami zakupów, 52 o tym, jak się czuję; 5 notatek głosowych, dotyczących głównie tego, o czym chciałabym pisać; 41 (!) notatek pisanych ręcznie, w moim zeszycie toskańskim, notatek najbardziej intymnych, bo tylko jedną przeczytałam na głos. W ciągu ostatniego roku próbowałam, jak zwykle, łuskać momenty warte zapamiętania, takie, które należy kompulsywnie gromadzić. To mi się w życiu bardzo podoba, kompulsywne gromadzenie tego, co czuję, bo prawie zawsze czuję tylko raz.  W ciągu 366 (przestępnych) dni trafił mi się jeden. (Tak naprawdę trafiło mi się ich więcej, ale o tym nie umiem jeszcze mówić wprost, że było dobrze).  24 lipca, piątkowy wieczór, zdjęcie poglądowe zamieszczam poniżej, bo chcę, żebyście wiedzieli, że nie wydarzyło się zupełnie nic. W tamten piątek było gorąco i jasno - zrobiłam zdjęcie o 22:33, siedząc sama na balkonie, paląc jed

O czym myślę, kiedy myślę o pociągach/What I think about when I think about trains

Grafika
Co we mnie widzisz, kiedy mnie widzisz? Høje Taastrup 09:21 Wsiada na stacji zaraz po mojej. Ostatnio powiedziała mi, że najbardziej lubi pojedyncze siedzenia na pierwszym piętrze pociągu - dzisiaj siada z tej strony, z której świeci słońce. I pospiesznie mruga oczami, tymi, co są czasem zielone, a czasem brązowe. Nie widzę, jakiego koloru są dziś, to przez okulary przeciwsłoneczne zasłaniające jej pół twarzy. W drodze na stację powietrze pachniało jak gęste wodorosty, ale może to przez mewy, które obudziły ją nad ranem. O tym też mówiła często. Jej lewa łydka upstrzona jest płytkimi zadrapaniami, bo często się drapie, kiedy się martwi. Na przedramionach zauważam kwitnące czerwone plamy od słońca - nie lubi używać kremu z filtrem. W okolicach łokci wyskakują jej piegi. Wolałaby na twarzy, wolałaby inaczej. Często powtarza, że chciałaby mieć piegowatą twarz. Zabolą ją opalone dłonie, kiedy wieczorem wsadzi je pod gorącą wodę. Kremem z filtrem posmarowała tylko nos, z któreg

Noce/Nights

Grafika
[English below] Nocą mogę wszystko. Jest wieczór kwietniowy, wypluwam z siebie słowa bo tak mi jakoś płodnie. Za szybą jest  pandemia i wierzyć się nie chce, że właściwie jest. Nie po to dwa lata temu pisałam o apokalipsie, żeby teraz prawdziwie ją przeżywać. Wszystkie apokalipsy, których dotychczas doświadczyłam, trwały w mojej głowie, a teraz trwają poza nią w postaci maseczki z filtrem ffp2, kupionej za trzydzieści koron od Włocha imieniem Roberto. O apokalipsie tworzy się memy i mówi w wieczornych dziennikach, w czasach apokalipsy zamyka się granice i przeprowadza wybory. Apokalipsa w nowej dekadzie jest niesiona pocztą.  Dwudziestego siódmego marca, w urodziny Marceli, przesiadamy się na stacji Nørreport, która w nocy jest prawie tak obsikana jak te polskie. Kopenhaga kąpie się w słońcu, które wżera się w każdą szczelinę szczelnych kamienic, wygładza bruk wydeptany podczas pijackich tańców, i pokazuje mi palcem, że tutaj jest pusto i pusto jest tam. Muszę zmrużyć oczy, tak

Ekosystem/Ecosystem

Grafika
[English below] I Ty jesteś ekosystemem. 17 września ubiegłego roku napisałam o zgubionej ręce. Utratę kończyny wyobrażałam sobie w bardzo uproszczony sposób - zupełnie, jakbym wyjęła podejrzane ramię z rękawa i ukryła je głęboko pod fałdami najgrubszego swetra. Być może już wtedy zabrakło mi dramatyzmu, choć nie sądzę, że sikająca na wszystkie strony krew z oderwanej kończyny mogłaby zmienić bieg późniejszych wydarzeń. Poza tym, jestem pewna, że każdemu przydarzają się znacznie dziwniejsze historie. We wrześniowym skrawku napisałam też, że krótko po utraconej ręce trudno rozpoznać własne odbicie. Myśl ta powracała do mnie za każdym razem, kiedy spoglądałam w lustro i nie byłam pewna, kim dla siebie jestem. Myśl ta obijała się o wszystkie sklepowe witryny i okna. Myśl ta kołowała nad moją głową w ciągu dnia i w ciągu nocy, skrzecząc, dziobiąc, srając mi na głowę.  Mogę szczęśliwie powiedzieć, że wciąż mam przy sobie dwie ręce. Gorzej jest stracić to, czego nie widać, a bez