Posty

Sprawy odległe

Obraz
Najpierw gubisz kawałek ręki, potem nie rozpoznajesz siebie w lustrze.
Gdańsk, maj 2017. Przyjeżdżam tu z przyjaciółką, po raz pierwszy, bo - wstyd się przyznać - podczas moich licznych nadmorskich podróży nigdy nie zawitałam do choćby jednej trzeciej Trójmiasta. Nie mam nawet dwudziestu lat, bo urodziny obchodzę w październiku, ale udaję, że jestem starsza, niż jestem. Udaję, że wiem wszystko, a mój umysł czterdziestoletniej kobiety pracuje na wysokich obrotach, tworząc barwne historie na temat rzeczy, o których nie mam pojęcia. Myślę sobie, że ubarwianie historii jest w moim przypadku talentem wrodzonym, choć nie wiem właściwie, czy “talent” to odpowiednie słowo. Ubarwiam, żeby przetrwać. Mam na sobie sukienkę sięgającą mi do kostek, która średnio sprawdza się na spacerze po plaży. Moje zielone buty grzęzną w miałkim piasku, a ja nie jestem w stanie wykonać porządnego rozkroku, żeby się wyswobodzić. 

Wieczorem przebieram się w szarą bluzę i dresowe spodnie, ponieważ kwiecista sukienka…

Środa jest nieparzysta

Kursor przesuwa się nieznacznie w prawo, kiedy siedzę przed laptopem i wpatruję się w czarny pasek pomiędzy klawiaturą a ekranem. Znowu mam siedem, dwanaście, dziewiętnaście lat. Znowu nie wiem, jak skutecznie udawać, że czegoś nie ma. Brak wcale nie istnieje. Brak jest miejscem, do którego spycham wszystko rzeczy, których czuć nie chcę, i tylko wszystkim wokół opowiadam, że to naprawdę wspaniałe, płynąć z prądem tego, co czuję. Czasami sama w to wierzę. Ale “czasami” wypada w dni parzyste, a dzisiaj jest środa.
Znowu mam dziesięć lat. Jestem w klasie pomalowanej na zielono, bo pan woźny powiedział, że zielony uspokaja. Dlaczego na połowie ścian widnieje emalia, myślę, skoro nikt ich nie dotyka, skoro każdy się brzydzi, skoro niedługo ma być remont, tak powiedziała unia, tak powiedział pan dyrektor. Polonistka, pani Krysia, ogłasza konkurs recytatorski. Piszę wiersz o czterech porach roku i zanoszę go pani Krysi. “Cztery pory roku” zajmują zaszczytne miejsce poza podium i bez wyróżnien…

Ku pamięci

Pola, 
Dziś są Twoje dwudzieste pierwsze urodziny i jedyne, o czym potrafię myśleć, to mijalność życia. Rzecz ta przytrafiła mi się w głowie dzisiaj w okolicach pierwszej w nocy, kiedy nie mogłam zasnąć, bo z ciągłej ekscytacji cały czas sprawdzałam telefon, czy może już komuś się przypomniało, że ja, Pola, mam urodziny i pokusiłby się o wczesnonocne sto lat. Chwilę trwało, zanim uświadomiłam sobie, że kilka miesięcy wcześniej zablokowałam swoją tablicę na Facebooku, a poza tym nie znam żadnej osoby poza mną, która czekałaby do północy i w punkt wybicia czyichś urodzin spieszyłaby z chaotycznymi życzeniami. Odłożyłam więc telefon na stolik nocny pełniący jednocześnie funkcję podstawki na kwiatki, które w końcu zaczęły kwitnąć jak szalone, bo tak sobie myślę, że wpasowały się w mój nastrój i zakończyły życiową zimę. A potem położyłam się na brzuchu i przekręciłam głowę w lewą stronę, przodem do ściany a tyłem do drzwi, jak zawsze w miejscach, w których czuję się bezpieczna. A potem ogar…

Nagości

(Malowanie miast na czerwono)

Raz na jakiś czas budzi się we mnie splot nieokiełznanych uczuć, który powoduje, że zamieniam się w kogoś, kim normalnie nie jestem. Potrafię wytrzymać w butach na obcasach przez całą noc, choć normalnie obawiam się o powstanie bolesnych otarć na piętach, przez które nie będę mogła chodzić. Rzucam się w wir spoconych i głośnych ludzi, mimo że na co dzień nie potrafię wytrzymać pięciu minut w zatłoczonym autobusie. Zagaduję do barmanów, do nieznanych mi ludzi, piję z nimi rozwodnione drinki i śmieję się piskliwie, choć na trzeźwo boję poprosić przechodnia o zapalniczkę. Kiedy wracam z imprezy, o drugiej, trzeciej albo wpół do szóstej, obiecuję sobie, że to ostatni raz. W tym roku ostatnich razy miałam co najmniej dziesięć i zazwyczaj były okupowane porannym suszeniem w gardle, zaczerwienionymi oczami i łupiącym bólem głowy. Za każdym razem splot uczuć, które nie potrafią się ze mnie wydostać za dnia, po jakimś czasie przebija się przez suchą glebę i ponownie zaczyna kiełkować, ponownie…

Bezsenności

Są takie dni, kiedy wiem, że wieczorem nie będę mogła zasnąć. Dzisiaj wypada jeden z nich. W tych okresach próbuję skupić się na czynnościach pozornie prozaicznych, żeby odgrodzić się od wszystkiego, co panoszy się w moim środku. Trzy razy sprzątam szafę. Rysuję wzory palcem na puchatej wykładzinie. Obgryzam skórki przy paznokciach i denerwuję się, bo wiem, że potem będzie bolało. Rozprostowuję sreberka po czekoladkach i układam je warstwami na stoliku.
W takie dni mam w środku bardzo dużo plątanin i amazońskiego gąszczu.
Przez bardzo długi okres byłam najprawdziwiej zafrapowana, jak to opisać, co z tym zrobić i dlaczego to zrobić, żeby to to miało właściwie ręce i nogi. Zazwyczaj próbuję wewnętrzny miszmasz zamienić w miszmasz słowny, bo to jedna z najbezpieczniejszych dla mnie dziedzin. Ale ubieranie słów jest czasami wyjątkowo trudne, bo może niektóre sukienki są dla nich zbyt kwieciste a rękawy od swetrów za długie i trzeba je podwijać.
Pośród wszystkich delikatności, którymi się o…