Posty

MAŁE METRAŻE - FILM

A więc w końcu się udało. Po ośmiomiesięcznej żmudnej pracy (nie mówię wcale o maturze, choć ta - dzięki losowi - już za mną) w końcu się udało. Drodzy Państwo, z wielką dumą przedstawiam Wam projekt "Małe Metraże" - krótką opowieść o ludziach i ich lękach, a także o rodzinach, przyjaciołach, życiu i Beyoncé; projekt, z którym wiązałam wiele nadziei, ale cały czas wątpiłam w jego finalizację; projekt jeden na milion, jeden na miliard, jeden na zylion zylionów, którego powstawanie cały czas stało pod znakiem zapytania, a może nawet wykrzyknienia. Ale, moi drodzy, w końcu się udało. Jestem pełna dumy, ale też i podziwu dla ludzi, którzy zgodzili się wziąć udział w "Małych Metrażach". Bo oto pojawia się pewien paradoks: trzeba mieć w sobie wiele odwagi, żeby mówić o swoich lękach. Za tę odwagę jestem kosmicznie wdzięczna. (Link poniżej) MAŁE METRAŻE

MAŁE METRAŻE W OBIEKTYWIE

Obraz
BOHATEROWIE

No bo Nic

Życie w postapokaliptycznym jest najdziwniejszym rodzajem życia, z jakim przyszło mi się borykać. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo skąd mogłabym wiedzieć, jak może wyglądać postapokaliptyczna rzeczywistość. Ale widząc to, co dzieje się tu, teraz, w wielu konkretnych momentach rodzi się we mnie przekonanie, że apokalipsa przy całym tym burdelu byłaby mniej uciążliwa niż codzienne dostawanie prezentów (czyli nieuciążliwa w ogóle) Proszę Państwa Co my ze sobą robimy W tej chwili mogę brzmieć jak ktoś apelujący o pokój na świecie albo zwolennik specyficzno-nijakich politycznych bzdur. Cóż, nie wierzę w ani jedno ani drugie. Być może powinnam wspomnieć coś o tym, żeby być miłymi dla innych, żeby dzielić się ze sobą drugim śniadaniem, żeby przepuszczać wszystkich na przejściach dla pieszych, żeby wrzucać pieniądze każdemu ulicznemu muzykowi, nawet jeśli gra muzykę disco polo, żeby kupować swoim dziewczynom kwiaty, żeby gotować swoim chłopakom obiady, żeby się porządnie...

Trzy Dwa Jeden

Nie cierpię sylwestrów i możecie mnie za to ukrzyżować. Nie cierpię ich z jednego prostego powodu: w sylwestra doba wydłuża się o jedną sekundę. Dodatkowa sekunda życia przeraża mnie bardziej, niż cokolwiek innego na świecie, bo nie wiem, co z nią zrobić. Co roku myślę sobie, że przez sześćdziesiąt lat z jednej sekundy powstanie minuta, to przecież całkiem poważny ułamek czasu. Gdzieś pomiędzy północą a północą zero jeden wkradają się dwa mrugnięcia okiem nie liczone w sekundach ziemskich. To trochę tak, jakby świat dawał nam osobistą sekundę niezarejestrowaną przez zegarki. A ponieważ jestem wielką fanką teorii względności wiem, że owa sekunda może być rozciągana niczym guma. Niezarejestrowane sekundy rozbiegają się do granicy niezarejestrowanego życia, a to jest coś, co napawa mnie lękiem nie do opisania. Każdego roku mam jedną sekundę, by zadecydować, co robię z moim przyszłym bytem. Trzy lata temu zadecydowałam, że popadnę w marazm. Dwa lata temu z...

Jebać Torby z Zakupami

W zasadzie dobrym miejscem do kontemplacji są autobusy, ale tylko wtedy, kiedy przestajemy udawać tragicznych wyrzutków i wyciągamy słuchawki z uszu i przestajemy słyszeć i zaczynamy widzieć. I widzimy te wszystkie starsze babcie które przyglądają nam się i martwią, że zniszczymy sobie słuch. Raz moje słuchawki się zepsuły. Generalnie nie bardzo mi się to spodobało, bo wiecie, byłam w trakcie słuchania takiej raczej depresyjnej muzyki i wyolbrzymiłam krzywe spojrzenie sąsiada do rangi wykluczenia ze społeczeństwa. A te słuchawki przestały działać bardzo nagle i bardzo niespodziewanie i bardzo się zdenerwowałam. Jakiś mężczyzna obok mnie krzyczał na cały autobus JA BARDZO PAŃSTWA PRZEPRASZAM, ALE JEBAĆ POLICJĘ I JEBAĆ TO WSZYSTKO A SZCZEGÓLNIE JEBAĆ TORBY Z ZAKUPAMI KTÓRE ZAJMUJĄ WOLNE MIEJSCA. No nie wiem czy to tak fajnie, jebać to wszystko. Znaczy te torby z zakupami to na pewno, ale resztę chyba niekoniecznie. A może koniecznie? Nie wiem. Pewne słowa stają się ko...